Irlandzkie mity. Mit trzeci: bankomaty.

Trzeci mit wydawał mi się dość absurdalny od samego początku, ale myślę, że i tak warto o nim wspomnieć.

Bankomaty są rzadkością i popularniejszy jest Cash Back

Kilkukrotnie spotkałem się w Internecie z informacją, że bankomaty są w Irlandii stosunkowo “rzadko” rozsiane w przestrzeni publicznej (czyt: w ścisłym centrum co kilkaset metrów, a poza nim czasami ciężko coś znaleźć), a popularne jest korzystanie z wypłaty gotówki przy okazji płacenia kartą za zakupy (“Cash Back”). Z całą stanowczością mogę stwierdzić, że to bzdura. “Na oko” mogę powiedzieć, że bankomatów jest mniej niż w Polsce, ale nigdy jeszcze nie miałem problemu ze znalezieniem jakiegoś – jeśli nawet nie ma ich “na ścianach” budynków, to dość często znajdują się one w sklepach niektórych sieci). Nigdy też nie zauważyłem, by ktoś w kolejce przede mną (na osoby za mną nie zwracam już uwagi ;-) ) korzystał z Cash Back.

Czytaj dalej


Irlandzkie mity. Mit drugi – autobusy.

Drugi mit – zasadniczo jest to mit Dubliński, a nie Irlandzki – ma w sobie więcej prawdy niż mit pierwszy, ale także wymaga pewnego “sprostowania”…

Autobusy to zło absolutne

Częściowo mit, częściowo prawda – słyszałem, że autobusy jeżdżą jak chcą, notorycznie wypadają z kursu, nieustannie tkwią w korkach i są powolne. Tak źle nie jest, ale jak już kiedyś wspomniałem – tęsknię za Wrocławską komunikacją miejską, bo w Dublinie autobus to pojazd drugiej kategorii.

Po kolei: autobus to zdecydowanie najgorszy ze środków transportu publicznego i ponad wszelką wątpliwość są linie, które nie nadają się do użytku (np. 14 z Dundrum). Należy jednak uczciwie powiedzieć, że poza ścisłym centrum spora część linii autobusowych posiada wydzielone “buspasy”, które tylko momentami łączą się z pasami przeznaczonymi dla aut, co czasami powoduje korki. Sam do pracy dojeżdżam autobusem i w dziewięciu przypadkach na dziesięć dotarcie do centrum zajmuje mi mniej więcej tyle samo czasu, a korki są “w normie” (porównując np. z Wrocławiem).

Zdecydowanym minusem autobusów jest natomiast brak “prawdziwych” rozkładów jazdy i to, że czasami są koszmarnie zatłoczone, a wtedy kierowca pomija po prostu przystanki, na których nikt nie wysiada, “ignorując” ludzi na nich czekających – ten problem dotyczy mnie w o tyle mniejszym stopniu, że wsiadam do autobusu na początku trasy, więc ryzyko, że autobus dojedzie na mój przystanek kompletnie zatłoczony jest bardzo małe. Czasami jakiś autobus “wypadnie” z kursu, ale nie zdarza się to regularnie – we Wrocławiu zdarzało się porównywalnie często.

Ostatnią rzeczą, na którą muszę w kontekście autobusów ponarzekać, są… rowerzyści – o ile rozumiem, mają oni prawo korzystać z buspasów (albo po prostu buspasy pokrywają się w wielu miejscach z drogami rowerowymi?), co samo w sobie mi nie przeszkadza; przeszkadza mi natomiast, kiedy autobus wlecze się 10 km/h tylko dlatego, że trasa jest lekko pod górkę i jadący przed nim miłośnicy dwóch kółek wypluwają płuca, posuwając się w ślimaczym tempie przed siebie, blokując jednocześnie wszystko, co jedzie za nimi.

Czytaj dalej


Irlandzkie mity. Mit pierwszy – deszcz.

Przed przyjazdem do Irlandii spotkałem się z kilkoma informacjami, które były wielokrotnie i kompletnie bezrefleksyjnie powielane na wielu blogach i forach dyskusyjnych. Po ponad roku w Irlandii uważam, że mogę się z tymi mitami w mniejszym lub większym stopniu rozprawić, co w najbliższym czasie zamierzam zrobić. Oczywiście nie wykluczam, że niektóre z nich były prawdziwe w swoim czasie, ale obecna sytuacja – przynajmniej z mojej perspektywy – wygląda nieco inaczej.

Dziś mit pierwszy, chyba największy…

W Irlandii ciągle pada

Mit tak głęboko zakorzeniony, że powtarzają go ludzie, którzy Irlandii na oczy nie widzieli. Funkcjonuje w świadomości obcokrajowców – nie tylko Polaków – niemal tak mocno jak to, że Szwajcaria to kraina banków, zegarków, sera i fioletowej krowy.

Oczywiście jak każdy mit, ma on w sobie nieco prawdy – w Irlandii pada więcej i intensywniej niż w Polsce. A ujmując to bardziej poprawnie – średnia roczna suma opadów w Irlandii jest większa niż w Polsce. Natomiast wcale nie pada częściej, a już absolutnie nie jest prawdą, że w Irlandii pada “ciągle” lub “bez przerwy”.

Owszem, w najgorszych momentach sezonu jesienno-zimowego zdarza się, że pada nawet 6 dni w tygodniu, ale takie sytuacje to rzadkość. Swoją drogą – dam sobie rękę uciąć, że taki np. lipiec jest w Irlandii znacznie bardziej suchy niż w Polsce.

Prawdą jest też, że są w Irlandii miejsca, gdzie pada naprawdę dużo i często, ale takie miejsca to pojedyncze plamki na Irlandzkiej mapie opadów.

Długo można by na ten temat pisać, dlatego zamierzam szczegółowo i rzeczowo rozprawić się z tym mitem w osobnym wpisie!

Czytaj dalej