Gdzie mieszkać w Dublinie?

Często dostaję od czytelników bloga maile z pytaniem o to gdzie mieszkać w Dublinie. Gdzie jest bezpiecznie, gdzie jest dobry transport publiczny, gdzie jest blisko do takiej a nie innej okolicy (pracy, uczelni) itp. Oczywiście mieszkając w Dublinie od raptem 3 lat ciężko mi doradzać w tym temacie z pozycji autorytetu, jednak mam już trochę rozeznania w tym, które okolice są lepsze, a które gorsze, gdzie ludzie (znajomi, koledzy z pracy) mieszkają albo chcieliby mieszkać, a których miejsc unikają. Kojarzę które dzielnice pojawiają się w prasie częściej w kontekście napadów i strzelanin, doświadczyłem też już tutejszego transportu publicznego, więc staram się odpowiadać – subiektywnie, ale  najuczciwiej jak potrafię. Tym razem postanowiłem zebrać te odpowiedzi „do kupy” w postaci wpisu na blogu – zapraszam do czytania i komentowania!

Uwaga! Jak już zaznaczyłem, informacje przedstawione w tym wpisie są w dużej mierze zupełnie subiektywne, oparte o opinie własne i moich znajomych oraz trochę statystyk i faktów poddanych mojej interpretacji. Moim celem jest doradzenie w sposób „bezpieczny”, w związku z tym wolę pomylić się wskazując „dobrą” okolicę jako nie wartą zamieszkania, niż na odwrót – doradzić komuś mieszkanie w okolicy, o której wiem niewiele, a która okaże się fatalnym miejscem do życia; skupiam się na wskazywaniu miejsc „zdecydowanie dobrych” oraz „zdecydowanie złych”, a w razie wątpliwości wolę jakieś miejsce odradzić, niż fałszywie wskazać jako „dobre”. Z tego też powodu gorąco zachęcam do komentowania i wysyłania maili z uwagami do wpisu – jeśli macie inne zdanie, dajcie znać, na pewno będę chciał w przyszłości zaktualizować ten wpis, żeby był on jeszcze bardziej wartościowy i pomocny.

Kryteria

Tak jak już wspominałem, główne kryteria jakimi kierują się czytelnicy bloga pytający o miejsca do zamieszkania to:

  • bezpieczeństwo
  • „rozsądne ceny” (oczywiście na ogół „droższe” oznacza „lepsze” – bezpieczniejsze, z lepszą infrastrukturą itp., ale wiele osób szuka wariantu pośredniego, czyli względnie przyjaznej okolicy, gdzie nie trzeba wydawać 2/3 pensji na nieduże dwupokojowe mieszkanie)
  • zielona okolica, parki, tereny rekreacyjne, bliskość morza itp.
  • transport publiczny (zwykle w kontekście miejsca pracy)
  • bliskość / dostępność miejsca pracy (tutaj zwykle chodzi o „zagłębia” technologiczne / IT, takie jak Grand Canal Dock, Sandyford Industrial Estate, IFSC, East Wall itp.)

Dla przejrzystości postanowiłem podzielić ten wpis dokładnie na takie kategorie, dzięki czemu każdy będzie mógł sobie „złożyć” własną odpowiedź na swoje pytania, na podstawie tego co jest dla niego ważne, a co nie. Oczywiście nie znam Dublina na tyle, by w każdej z tych kategorii napisać coś mądrego od siebie, dlatego postaram się oprzeć na mapach, statystykach i innych weryfikowalnych źródłach, a tam, gdzie mogę dodać informacje od siebie – z własnego doświadczenia lub zasłyszane – tam to zrobię, wyraźnie to zaznaczając. Do rzeczy więc:

Bezpieczeństwo

Temat rzeka, szczególnie kiedy dyskusja przejdzie na grunt „northside vs. southside”, ale jedno jest pewne – są w Dublinie miejsce powszechnie uważane za ponadprzeciętnie niebezpieczne, a także takie, które uchodzą za dobre miejsca do życia. „Oaz spokoju” raczej jest tu niewiele, bo nawet w „prestiżowych” dzielnicach trafi się raz na jakiś czas np. napad z bronią – trudno się dziwić, nikt przestępcom podróżować nie zabrania.

Trochę Map

Spotykam czasami ludzi, którzy swoją opinię o przestępczości opierają o tę mapę:

bardzo kiepska mapa przestępczości - gdzie mieszkać w Dublinie

Niestety, choć ciekawa, mapa ta jest praktycznie bezwartościowa, bo prezentuje ilość „crime events” na kilometr kwadratowy. Dlaczego taka metryka jest nic nie warta? Przede wszystkim dlatego, że w centrum ilość osób, w tym potencjalnych przestępców i ofiar, na kilometr kwadratowy jest znacznie większa – nawet jeśli gęstość zamieszkania jest tam niższa niż gdzie indziej, to ilośc ludzi, którzy przyjeżdżają tam do pracy, na zakupy, czy pozwiedzać jest (jak na Dublin) ogromna. Po drugie – centra miast są na ogół oblegane przez turystów, którzy są „typowym” celem np. złodziei, co istotnie winduje statystyki. Podsumowując: owszem, centrum jest stosunkowo niebezpieczne, ale wg. tej mapy wszystko dookoła to raj na ziemi, co jest – w najlepszym razie – pobożnym życzeniem mieszkańców miasta.

Moim zdaniem znacznie lepszym wyznacznikiem poziomu bezpieczeństwa jest… zamożność okolicy oraz rozmiar tamtejszej „klasy średniej”. Wbrew temu co wiele osób chciałoby sądzić, istnieje bardzo silna (i dość oczywista) korelacja pomiędzy zamożnością i poziomem przestępczości w danej okolicy, więc sugeruję rzucić okiem np. na tę mapę:

klasa średnia - gdzie mieszkać w Dublinie

Choć nie jest to zapewne mapa idealnie oddająca rzeczywistość, to bardzo mocno pokrywa się ona z moimi obserwacjami, opiniami znajomych i tym co czytam w gazetach – generalnie polecam przyjrzeć się okolicom z przedziału 45% i więcej klasy średniej, ew. 30%+, jeśli sąsiaduje z okolicami „lepszymi”, to też dobry pomysł. Oczywiście nie należy ślepo wierzyć tej jednej, jedynej metryce – gdyby tak było, nie traciłbym czasu na ten wpis :-)

Trochę opinii

Przechodząc do kwestii bardziej „subiektywnych” i opinii – gdybym miał zebrać w punktach moje osobiste i zasłyszane spostrzeżenia, to wyglądałoby to mniej więcej tak:

  • północ jest generalnie bardziej niebezpieczna od południa – brzmi jak duże uogólnienie, ale potwierdzi to chyba każdy, kto mieszka w Dublinie,
  • na północy, w rozsądnej odległości od centrum, naprawdę przyjaznymi miejscami są tylko te na wschodzie: Clontarf (tu mieszkamy i bardzo polecamy), Sutton i Howth (ew. jeszcze dalej od centrum: Portmarnock, Malahide, ale trudno je zaliczać już do Dublina). Raheny też jest OK, o Killbarack słyszałem różne opinie, ale raczej źle nie jest. W skrócie – cały „pasek” terenu pomiędzy Dartem i morzem powinien być dobrym miejscem do mieszkania. Im dalej na północ od Darta, tym gorzej,
  • na południu mogę polecić Dundrum, bo mieszkałem tam parę tygodni po przeprowadzce do Irlandii, albo większość miejsc na linii Darta: Ballsbridge, Sandymount, Blackrock, Dun Laoghaire, Dalkey itd. Oczywiście wszystkie je łączy wysoka cena wynajmu,
  • jeśli nie macie co robić z pieniędzmi i zależy Wam na „prestiżu” i m.in sąsiedztwie ambasad wielu państw, polecam Dublin 4, szczególnie Donnybrook – bodaj najdroższe miejsce w Dublinie. Pamiętajcie tylko, że jeśli na Waszym podjeździe nie stoją samochody o łącznej wartości przekraczającej 0.5 mln EUR, to sąsiedzi mogą patrzyć na Was nieco podejrzliwie… ;-)
  • na północy zdecydowanie polecam omijać wszystko prócz w/w, ew. Santry jest „budżetową” opcją, którą bym mógł rozważyć – sąsiedztwo nieciekawe, ale samo Santry jest w porządku,
  • na południu im dalej na zachód od Dundrum, tym gorzej – oczywiście to uogólnienie i są wyjątki (np. Terenure to ponoć bardzo fajne miejsce, a trochę „odstaje” na zachód), ale tak jak pisałem – nie jestem w stanie opisać każdej dzielnicy z osobna, więc upraszczam; urażonych przepraszam!
  • miejsca, których absolutnie bym unikał, niezależnie o ceny, to: Ballymun, Finglas, Cabra, Crumlin, Tallaght, Ballyfermot, Clondalkin.

Mała sugestia: jeśli rozważasz jakieś konkretne miejsce, to pojedź tam w piątkowy / sobotni wieczór pospaceruj trochę.

Polecam też poszukać w Google czegoś w stylu „dublin shooting news”, „dublin drug raid” czy „dublin shooting independent” (Independent to nazwa gazety / portalu), tak na przykład – nie żartuję, sprawdzenie tej ostatniej frazy zwraca mi w pierwszych 5 wynikach wyszukiwania następujące lokalizacje strzelanin: Cabra, Lucan, Ballymun, Tallaght i Ronanstown (po sąsiedzku z Clondalkin) i Ballyfermot.

Ceny

Tutaj nie mam wiele do powiedzenia – koń jaki jest, każdy widzi; wystarczy wejśc na Daft.ie. W skrócie – południe jest droższe od północy, miejsca (w moim odczuciu) absurdalnie drogie to Dundrum, D4, Sandymount, Dalkey, Howth (i okolice, rzecz jasna) oraz okolice miejsc typowo biurowych w centrum, takie jak np. IFSC czy Grand Canal Dock. Miejsca drogie, ale warte swojej ceny to Clontarf, Sutton oraz praktycznie wszystko na południowej linii Darta z wyjątkiem wymienionych wyżej „drogich” miejsc.

Osobiście rozglądałbym się też za dzielnicami położonymi na zielonej linii Luasa, ale z własnego doświadczenia znam tylko bardzo drogie Dundrum, więc nie potrafię podać konkretnych miejsc o dobrym stosunku „jakość / cena”.

Dla lepszego zrozumienia jak prezentują się ceny, polecam rzucić okiem na mapę szynowego transportu publicznego (zapomnijcie o autobusach, z paroma wyjątkami to po prostu dramat) i cen w okolicach przystanków w jednej z kolejnych sekcji tego tekstu – warto zwrócić uwagę na dzielnice, gdzie mimo dostępu do Luasa lub Darta ceny są niskie: to bardzo mocny sygnał ostrzegawczy, bo na ogół przystanki w/w mocno podnoszą ceny w okolicy.

Generalnie jeśli szukacie 1 bedroom w „dobrej” okolicy i w przyzwoitym standardzie, to musicie się liczyć z miesięcznym wydatkiem co najmniej 1100 EUR w górę, a 1300 EUR nie powinno Was szokować; 2 bedroom to co najmniej 1500 EUR, ale raczej miejcie w zapasie jeszcze 100-200 EUR więcej.

Przyroda i rekreacja

Tutaj niestety wiem niewiele – mieszkając w Clontarf mam „pod ręką” bardzo duży, zadbany St. Anne’s Park oraz plażę na Bull Island i te miejsca szczerze polecam (gdyby nie ten wiatr na plaży, który urywa głowę przez większość roku, to byłoby tam wręcz idealnie… ;-) ).

Z innych parków, które odwiedziłem, mogę zdecydowanie polecić Marlay Park w Ballinteer. W nieco mniejszym stopniu: Phoenix Park (trochę za dużo betonu jak dla mnie – przecina go kilka ulic) oraz Santry Park (nie tak okazały jak ten w Clontarf, ale też przyjemny, z ładnym placem zabaw, co jest plusem jeśli ktoś ma dzieci). W ogrodzie botanicznym nie byłem, ale żona twierdzi, że jest bardzo rozczarowujący, w porównaniu choćby do Wrocławskiego. Tyle mojej wiedzy w temacie parków.

Osobom, które preferują morze, mogę polecić także Howth i Malahide (uwaga, wietrznie!), ale jestem pewien, że większość wybrzeża też się nada.

Żona donosi mi także, że plaża Portmarnock zasługuje na uwagę – nigdy tam nie byliśmy ale wszyscy znajomi, którzy ją odwiedzili, zachwycają się, że jest najpiękniejsza w okolicy. Patrząc na zdjęcia w Google Images jestem skłonny w to uwierzyć.

Miłośnicy wysokich gór w Dublinie raczej szczęścia nie znajdą, ale żona – miłośniczka gór w każdej postaci – twierdzi, że okolice Dundrum, Ballinteer i położone na południe od nich pagórki znane jako Dublin Mountains (i dalej: Wicklow Mountains) zdecydowanie zadowolą tych, którzy lubią czasem rekreacyjnie pospacerować w górskim terenie.

Poniżej mapka z zaznaczonymi miejscami, o których wspomniałem:

parki - gdzie mieszkać w Dublinie

W ramach ciekawostki dodam, że jedyne miejsce w Dublinie, gdzie do tej pory nas okradziono (z paru plastikowych zabawek na plaży, więc niewielka strata… ;-) ) to plaża w Baldoyle koło Sutton, czyli w okolicy uchodzącej raczej za bezpieczną – nie wyciągałbym na tej podstawie zbyt daleko idących wniosków, ale warto wiedzieć, że wszędzie trzeba uważać :-)

Transport publiczny

Bardzo ważna kwestia w kontekście odpowiedzi na pytanie: „gdzie mieszkać w Dublinie?”. O transporcie publicznym w Dublinie napisałem już dłuższy tekst, wspomniałem go też w dwóch innych, więc nie chcę się znów rozwodzić nad tym tematem, ale mam dla Was taką radę – szukajcie miejsca zamieszkania, które jest dobrze skomunikowane z Waszą pracą, albo z miejscami, gdzie potencjalnie możecie pracy w przyszłości szukać. Jeśli jesteście skazani na autobus, to sprawdźcie czy trasa linii przebiega przez zakorkowane rejony i czy autobus ma wydzielony buspas, czy stoi w korku razem ze wszystkimi. O ile w tym drugim wypadku (np. linia 130 do Clontarf) autobus jeździ całkiem sprawnie, co najwyżej może nieco utknąć w centrum, o tyle na trasach bez buspasów możecie tkwić w korku nawet godzinę lub dłużej na dystansie 5-10 kilometrów.

Jak to wygląda na mapie?

W celach poglądowych załączam mapę pokazującą trasy transportu szynowego w Dublinie wraz z cenami domów w okolicy – generalnie pod względem „komunikacji” polecam praktycznie wszystko, co jest na tej mapie, aczkolwiek jeśli bierzemy pod uwagę kwestie bezpieczeństwa, to „czerwoną lampkę” powinny zapalić Wam te miejsca, gdzie mimo transportu publicznego ceny nieruchomości są niskie – ta sytuacja to nie „okazja”, to po prostu zła okolica.

 mapa transportu szynowego a ceny - gdzie mieszkać w Dublinie

Szczególnie radzę uważać na cały zachodni odcinek czerwonej linii Luasa (domy, które gdzie indziej kosztują po 400-500 tys. EUR i więcej są tam wyceniane na 300 tys. EUR i mniej, osiągając ceny tak niskie jak 145 tys. EUR!) oraz na – mocno wyróżniające się wśród przystanków na północnym odcinku Darta – Clongriffin (tutaj tragedii nie ma, znam parę osób, które tam mieszkają, ale zdecydowanie jest to miejsce mocno poniżej „standardu” wyznaczonego przez okoliczne Clontarf, Malahide czy Howth. Nie wypowiem się na temat północnego odcinka zielonej linii Luasa – jest on dopiero w budowie (czy on przypadkiem nie ma być „biały”, a nie zielony?), więc ceny raczej jeszcze nie odzwierciedlają jeszcze 100% korzyści, jakie on przyniesie, choć na pewno ludzie sprzedający tam domy próbują „grać” już pod wzrost cen w okolicy.

Bliskość miejsca pracy

„Miejsce pracy” do rzecz bardzo względna, ale jest w Dublinie kilka miejsc, które pojawiają się w Waszych pytaniach częściej niż inne; są to: szeroko rozumiane centrum, IFSC, Grand Canal Dock (w skrócie: GCD, znany również jako „Silicon Dock” albo „Google Dock”), Sandyford Industrial Estate, East Point Business Park oraz Blanchardstown Industrial Park. Wszystkie te miejsca zaznaczyłem dla wygody na mapie:

praca - gdzie mieszkać w Dublinie

Oczywiście to jak łatwo możemy się dostać do w/w miejsc sprowadza się do jednej z dwóch rzeczy: miejsca zamieszkania oraz transportu publicznego. Pomijając oczywiste rozwiązanie pt. „miejszkaj tam gdzie pracujesz”, skupię się na transporcie publicznym. Idąc po kolei po wymienionych miejscach:

  • centrum – tutaj najsprawniejszą opcją będzie czerwony Luas (przecina całe centrum); zielony Luas będzie w porządku, jeśli pracujecie w okolicy St. Stephen’s Green, ale nie polecałbym go, jeśli macie codziennie spacerować na północ od rzeki. Przy pracy we wschodniej części centrum (bliżej IFSC) rozsądną opcją jest Dart, którego plusem jest to, że jego trasa przebiega też przed Grand Canal Dock – ot, na wypadek zmiany pracy w przyszłości ;-)
  • IFSC – podobnie jak wyżej: czerwony Luas lub Dart. Niestety, IFSC rozciąga się dość daleko na wschód, więc w przypadku Darta należy się liczyć z 10-15 min. spacerem, jeśli pracujemy przy Mayor Square albo dalej,
  • Grand Canal Dock / GCD – zdecydowanie Dart, ew. czerwony Luas, jeśli nie przeszkadza Wam 15-20 minut spaceru
  • Sandyford Industrial Estate – zielony Luas i nic więcej, niestety
  • East Point Business Park – tylko Dart, przy czym nawet wtedy czeka Was przesiadka na bus (jeździ chyba bardzo często, czeka na spóźnionych, biegnących pasażerów :-) ), który specjalnie kursuje na trasie ze stacji Darta do East Point Business Park; dodatkowo, jeśli mieszkacie w Clontarf, to prowadzi tam bardzo ładna i bezpieczna trasa rowerowa wzdłuż wybrzeża,
  • Blanchardstown Industrial Park – tutaj niestety sam nie wiem, Google podpowiada tylko autobusy, ew. pociąg plus autobus, więc nie wygląda to ciekawie – znam ludzi, dla których problem z dojazdem do Blanchardstown był jednym z głównych czynników motywujących do zmiany pracy, więc chyba coś w tym jest…

Być może zauważyliście, że nie pisałem wyżej o autobusach – powód jest prosty, z autobusami zawsze jest tak samo: „to zależy” – jeśli ma wydzielony pas, to może być OK – ja nie narzekałem dojeżdżając z Clontarf do IFSC; z kolei kolega z Santry klął co dzień, bo dojazd do centrum zajmował mu ponad godzinę, chyba że wyszedł z domu na pierwszy autobus (7:00).

Poniżej dorzucam jeszcze mapę od IDA – przedstawia ona lokalizację dublińskich (i „poddublińskich”) biur kilkudziesięciu firm technologicznych. Uwzględnia ona kilka lokalizacji, o których nie wspomniałem (np. okolice Swords czy Tallaght), ale jednocześnie traktuje centrum jako jeden wielki worek, bez rozróżniania gdzie konkretnie znajduje się dane biuro (a jak już pisałem, ma to duże znaczenie pod względem dojazdów), więc traktuję ją jako uzupełnienie tego, co wysmarowałem powyżej:

IDA map

To gdzie w końcu mieszkać w tym Dublinie?

Myślę że z powyższych punktów każdy może sobie wybrać to, co jest dla niego istotne w odpowiedzi na pytanie „gdzie mieszkać w Dublinie”, ale gdyby ktoś był ciekawy naszej subiektywnej opinii, to poniżej zamieszczam mapkę – na czerwono zaznaczyłem miejsca, gdzie na pewno byśmy nie chcieli mieszkać, na żółto te, gdzie moglibyśmy np. wynajmować jakiś czas w zamian za niższe ceny, a na zielono te, gdzie chętnie rozważylibyśmy zakup mieszkania lub domu, gdyby pieniądze nie były problemem. Białe plamy to… białe plamy – miejsca, o których nie potrafię się wypowiedzieć. Intensywność koloru wskazuje na to jak bardzo dane miejsce nam odpowiada lub nie:

dzielnice

Oczywiście, jak już pisałem wielokrotnie wcześniej – mapa jest orientacyjna: nie rysowałem jej z dokładnością do metra, a celem jej stworzenia jest zobrazowanie – z grubsza – gdzie jest lepiej, a gdzie gorzej, w naszym subiektywnym mniemaniu, biorąc po uwagę wypadkową wszystkich wymienionych wyżej czynników.

I raz jeszcze proszę – piszcie, komentujcie: jestem bardzo ciekaw Waszego zdania, bo na pewno jest wiele miejsc, co do których się mylę i chętnie poznam nowe informacje z pierwszej ręki :-)

Czytaj dalej


Uwaga na agencję Choice Lettings

Tak się złożyło, że landlord wypowiedział nam umowę najmu, bo właściciel mieszkania chce je sprzedać – cóż, mówi się trudno. Zaczęliśmy się wręcz rozglądać za czymś nowym. Naszą uwagę zwróciło mieszkanie w bardzo bliskiej okolicy, o rozmiarze, jakiego szukaliśmy, w cenie, jaką uważamy za akceptowalną. Agencją odpowiedzialną za wynajem okazało się nieznane mi wcześniej „Choice Lettings”. Napisałem więc krótką wiadomość:

Hi, When is the apartment available for viewing?

W międzyczasie postanowiłem pogooglać na ich temat. Szybko zrzedła mi mina – „universally hated”  to chyba najlepsze podsumowanie tego, jaką wyrobili sobie markę. Sprawdźcie sami w wolnej chwili:

http://www.boards.ie/vbulletin/showthread.php?p=81837676

http://www.boards.ie/vbulletin/showthread.php?t=2056667251

Już wtedy wiedziałem, że wynająć od nich niczego nie zamierzam, ale mieszkania i tak byłem ciekaw, więc czekałem na odpowiedź. Ta przyszła po kilkunastu minutach:

Screen Shot 2015-05-13 at 21.11.59

Po pytaniach wyczuwałem, że to agencja typu „natychmiast” – wszystko „na już”, najlepiej żeby depozyt przynieść w zębach na oglądanie mieszkania. Dlatego postanowiłem ich – dla zabawy – sprawdzić. Odpisałem więc, że wprowadzić chciałbym się za 3 tygodnie…

Screen Shot 2015-05-13 at 21.17.18

Oczywiście spodziewałem się odmowy. Nie do końca jednak takiej:

Screen Shot 2015-05-13 at 21.19.51

Dodam, że odpowiedź przyszła dosłownie po 20 minutach. Wrodzona podejrzliwość sprawiła jednak, że nie do końca uwierzyłem w ten nieszczęśliwy zbieg okoliczności i postanowiłem go zweryfikować. Poczekałem więc dwa dni, upewniłem się, że mieszkanie dalej jest dostępne i napisałem ponownie… Tym razem jednak jako niejaki „Mark B.” ;-)

Screen Shot 2015-05-13 at 10.01.32

Konto mailowe założyłem w serwisie z „tymczasowymi” kontami mailowymi Guerilla Mail. Jak za pierwszym razem, odpowiedź przyszła bardzo szybko:

Screen Shot 2015-05-13 at 10.18.58

 

Komentarz jest chyba zbędny? Najwyraźniej „Liz” nie uzgodniła z „Sandrą” jaki kit będą wciskać niechcianym „petentom” ;-)

Czy mnie to dziwi? Nie – po tym co znalazłem w internecie spodziewałem się takiego podejścia.
Czy mi to przeszkadza? Tak, bo nie widzę problemu, żeby napisać w mailu uczciwie: sorry, szukamy kogoś „na już”.

Tak więc, biorąc pod uwagę wszystko powyższe, trudno sądzić, że to tylko złośliwi internauci robią rzeczonej agencji złą opinię – ja zalecam bardzo dużą ostrożność.

P.S. Tekst był pisany 18.05, ale do dzisiaj (24.05) mieszkanie jest dostępne.

 

Czytaj dalej


Co może zaskoczyć Cię w Irlandzkim domu?

Bardzo trafne podsumowanie tego, co zwróciło moją uwagę w mieszkaniach w Irlandii. Co prawda filmik dotyczy Amerykanów i Brytyjczyków, ale jako Polak w Irlandii czułem mniej więcej to samo (no, może prócz klimatyzacji…).

Do tej listy dorzuciłbym jeszcze dywany na korytarzach budynków, ale ten temat jest dość ciekawy, więc zostawię go sobie na osobny wpis ;-)

Czytaj dalej


Mieszkanie

Tak jak już napisałem – przeprowadziłem się do nowego mieszkania. I mimo niedostatków w temacie wyposażenia (dopiero się organizuję – nie mam jeszcze pościeli, lodówka świeci pustkami itp.) – podoba mi się. 

Mieszkanie mieści się w Clontarf – jednej z najładniejszych, moim zdaniem, okolic Dublina.  Jest w dość nowym budownictwie, dlatego liczę, że nie popłynę za bardzo na ogrzewaniu ;-)

Jak już napomknąłem – organizuję się, dlatego pewnie skrobnę za jakiś czas parę słów na temat tego co trzeba zrobić po wynajęciu mieszkania, bo jest tu parę rzeczy do “odhaczenia”.

Grunt, że mam już internet ;-)

Czytaj dalej


Landlord, czyli Rentlord

Jeśli ktoś, szukając mieszkania, ma jeszcze wątpliwości, czy sytuacja na rynku jest sprzyjająca dla “landlordów” (właścicieli mieszkań), to pierwsze spotkanie z takowym powinno mu to wybić z głowy i dać odpowiedź. Mimo, że większość z nich to uprzejmi ludzie, warto przygotować się na to że cała procedura będzie wyglądać jakoś tak…

Pierwsze kroki

Dostaję maila z Daft’a (polecam ustawić sobie “alerty”!), że dodano nowe mieszkanie. Lokalizacja idealna, cena dobra, mieszkanie ładne – dzwonię! Cztery minuty od dodania ogłoszenia jestem umówiony. Podczas umówionego spotkania zerkam Landlordowi w papiery – jestem trzeci (!) na liście, czyli dwie osoby zadzwoniły szybciej. Jak?!

Na miejscu

Razem ze mną mieszkanie ogląda 8-10, czasem 12 “sztuk” (osób lub par). Jedni na luzie, inni spięci, w garniturach (!), robią poważne miny, dają Landlordowi wizytówki i próbują zwiększyć swoje szanse “small talkiem”. Oczywiście ich trud jest daremny, bo o tym kto dostanie mieszkanie decydują…

Twarde fakty

Tu zaczyna się festiwal. Landlord po “okazaniu” mieszkania prosi do siebie osoby zainteresowane i zaczyna odpytywać:

  • Od kiedy w IE?
  • Pracuje?
  • Na stałe, czy tymczasowo?
  • Ile osób będzie mieszkać?
  • Żona pracuje?
  • Palący?
  • Gdzie mieszka teraz?

OK, może być – w takim razie możemy przejść do kolejnego punktu…

Dokumenty

Żeby aplikować, na ogół wymagane są:

  • referencje z pracy wraz z wysokością zarobków (!) – dobra pensja otwiera drzwi do większości mieszkań
  • referencje od poprzedniego Landlorda (jeśli są z Polski i napisane po Polsku, to oczywiście można je sobie włożyć… pod dywan; jeśli z Polski, ale po angielsku, to czasami ujdzie, czasami nie – zależy)
  • referencje osobiste – nie zawsze, ale warto mieć referencje od np. kolegi z pracy; nigdy za wiele referencji
  • PPS – zwykle można dostarczyć później, ale raz spotkałem się z Landlordem, który wymagał PPS w momencie podpisania umowy

Oczekiwanie

Zazwyczaj mieszkanie tego samego dnia znika z Daft, co oznacza, że albo jest już wynajęte, albo Landlord uznał, że z tylu aplikacji uda mu się z kimś dogadać, więc nie ma sensu, żeby mieszkanie “wisiało” i ludzie zawracali mu głowę telefonami. Niestety, takie rozwiązanie oznacza dla nas niepewność – mamy szansę, czy już nie? Ja polecam założyć, że “odpadliśmy” i szukać dalej – na pewno nie zaszkodzi.

Kontakt

W końcu Landlord postanawia się odezwać. Tak, chce nam wynająć mieszkanie! Sukces! Nic tylko rzucić się do stóp i całować. Oczywiście najpierw formalności, ale może o tym innym razem…

Czytaj dalej


Oglądanie mieszkań – podejście pierwsze

Wczoraj byłem obejrzeć dwa mieszkania w Santry: pierwsze “2 bedroom” (2 bed to po naszemu trzy pokoje, z czego jeden to pokój dzienny z aneksem kuchennym), w fajnym standardzie za 1150 EUR, a drugie “1 bedroom” w nieco gorszym, ale dalej przyzwoitym standardzie, za 800 EUR.

Nie ma lekko. Chętnych była masa – w pierwszym mieszkaniu ok. 8 sztuk (sztuka oznacza tu pojedynczą osobę LUB parę), w drugim 10-11, z czego 3 sztuki te same co w pierwszym przypadku. Konkurencja jest więc spora, a landlord może przebierać w chętnych jak mu się podoba – o negocjowaniu ceny oczywiście nie ma mowy: na 100% znajdzie się ktoś, kto zapłaci cenę ofertową.

Co do Santry – jestem rozczarowany. Okolica ładna, zielona. Osiedle estetyczne, nowoczesne. Jest jednak kilka “ale”:

  • odległość od centrum jest dla mnie nie do zaakceptowania – jechałem tam na 19:00, a mimo to zajęło mi to ok. 40 minut. W drugą stronę (22:00) było o 10 minut lepiej
  • osiedle stoi po środku niczego – najbliższa knajpa to McDonald’s jakieś 1.5 kilometra dalej. Najbliższe sklepy, to centrum handlowe OMNI 2-3 kilometry od osiedla; żadnych knajp, kawiarni, ani choćby odpowiednika taniego monopolowego, albo innej “Żabki” na jego terenie
  • osiedle jest “martwe” – być może była to kwestia późnej pory, ale po okolicy snuła się garstka osób, poza tym wszędzie pusto – nic dziwnego, skoro najbardziej eksponowana część osiedla to wielki trawnik – nie ma tam ani gdzie usiąść (tzn. ja nie zauważyłem), ani gdzie wyjść z dzieckiem, żeby się pobawiło

Tak więc Santry nie jest już opcją – mogę zmienić zdanie, jeśli pojawi sie super oferta, ale póki co koncentruję wysiłki na Clontarf – choćby jeśli miałoby się skończyć na wynajęciu pokoju (koniecznie z osobną łazienką).

Czytaj dalej


Formalności po przyjeździe do Irlandii

Poniżej przygotowałem spis czekających mnie formalności po przyjeździe do Irlandii, wraz z wykazem dokumentów i potwierdzeń różnego rodzaju, które są niezbędne, żeby móc żyć i pracować w tym kraju.

  1. PPS (Personal Public Service number): list od pracodawcy, dokument ze zdjęciem (dowód osobisty lub paszport) oraz potwierdzenie adresu zamieszkania – np. rachunek (jeśli macie znajomego, można też podać jego adres); dla osób zamężnych/żonatych – warto mieć przetłumaczony akt zawarcia małżeństwa
  2. Wynajem mieszkania: PPS lub referencje od pracodawcy (żeby landlord wiedział, że macie z czego płacić); mile widziane referencje od osób, od których wcześniej wynajmowaliśmy mieszkanie (choćby i w Polsce, chociaż oczywiście wymagana jest wersja angielska), paszport
  3. Konto bankowe: PPS, potwierdzenie adresu (rachunek), paszport

Jak widać, jeśli ktoś przyjeżdża do Irlandii nie mając “nagranej” pracy, naraża się na typową sytuację z gatunku “Paragraf 22” – chcesz mieszkać, pokaż PPS; chcesz PPS, powiedz gdzie mieszkasz (i pracujesz). Oczywiście można zacząć od zamieszkania w jakimś hostelu i na jego adres wyrobić PPS (nie zamierzam tego rozwiązania testować, ale czytałem, że ludzie tak robią), ale czas oczekiwania na PPS to ok. 7-10 dni, więc trzeba być przygotowanym na “przechowanie się” w takim hostelu przynajmniej przez taki okres czasu. Mało komfortowe.

Ważne! Na chwilę obecną opieram się na informacjach z Internetu i od pracodawcy, więc jest pewna szansa, że zawierają one błędy. Oczywiście po przybyciu na miejsce zaktualizuję ten wpis, jeśli zauważę jakieś różnice.

Czytaj dalej


Mieszkaniowa posucha

Tydzień temu na daft.ie miałem w “obserwowanych” 12 mieszkań, które mieszczą się w moim przedziale cenowym oraz spełniają wymogi “lokalizacyjne” i “estetyczne”. Wczoraj zostało jedno, dzisiaj nie ma żadnego. Z dostępnych ofert ciężko wybrać cokolwiek sensownego. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy drenaż spowodowany przez rozpoczęcie roku akademickiego i sytuacja zmieni się na plus przez najbliższe dwa tygodnie, bo jak nie, to będzie problem…

Czytaj dalej