Transport publiczny w Dublinie

Jeden z czytelników bloga zwrócił mi ostatnio uwagę, że ciężko mu określić na podstawie moich wpisów jaki tak naprawdę jest transport publiczny w Dublinie. Zdarza mi się narzekać, innym razem piszę, że nie jest tak źle. To prawda, jeśli chodzi o jego niezawodność moja opinia zmienia się sezonowo, ale mój punkt widzenia na pozostałe kwestie (ceny, wygoda) jest raczej stały. Uznałem więc – jako że mieszkam w Dublinie już dwa lata i jako takie zdanie w temacie mogłem sobie wyrobić – że pora zebrać do kupy większość moich przemyśleń w tym temacie…

Jak się jeździ?

Jak już napisałem, moja opinia o transporcie publicznym w Dublinie zmienia się wraz z porami roku – latem, kiedy częściej biegam czy chodzę na piechotę i rzadziej marznę na przystankach moja opinia jest umiarkowanie pozytywna: autobusy kursują dość regularnie (zaznaczam, „mój” autobus ma na większości trasy do dyspozycji wydzielony buspas, co nie jest „standardem”), Dart jeździ szybko i na czas (w godzinach szczytu miewa kilka minut opóźnienia) – da się żyć.

Zimą moja opinia zmienia się na jednoznacznie negatywną: autobusy jeżdżą w kratkę, przez ogólnie gorsze warunki na drogach częściej stoją w korkach, a tłok w godzinach szczytu staje się tak duży, że zaczynają one omijać przystanki, bo są przepełnione; Dart zalicza regularnie opóźnienia po 10-15 minut (4-5 minut to „dobre” spóźnienie), a do tego jest tak zapchany, że nie zawsze uda się wsiąść.

Wygoda – tu też bywa różnie. Sam standard autobusów jest akceptowalny (lepszy niż stare Ikarusy, ale zdecydowanie gorszy niż w najnowszym taborze Wrocławskiego MPK), trochę gorzej z czystością, włączając w to współpasażerów… Dart i Luas zarówno w kwestii standardu jak i czystości są moim zdaniem lepsze, choć też bez rewelacji.

Biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie kwestię niezawodności i wygody, mógłbym powiedzieć, że komunikacja jest średnio-kiepska, ale… Nie jest.

Ile to kosztuje?

Mówiąc wprost – komunikacja miejska w Dublinie jest po prostu absurdalnie droga, w stosunku do jakości: bilet jednorazowy (płatny LeapCardem) na autobus to 2.05 lub 2.60 EUR (pomijam bilet 1-3 Stages za 1.50 EUR, bo to odcinek, który w godzinach szczytu szybciej można przejść na piechotę), a biletów czasowych nie ma (!). Dart też do tanich nie należy, ale tu relacja jakości do ceny jest akceptowalna. Luas jest pod względem ceny i jakości chyba najlepszy, ale pokrywa stosunkowo mały obszar miasta, a do tego jego dwie linie nie są ze sobą połączone, więc też nie rozwiązuje problemu. Istnieje co prawda górny limit dziennych i tygodniowych wydatków Leap Carda, powyżej którego już nie płacimy, ale jest on stosunkowo duży, szczególnie jeśli ktoś jeździ kilkoma różnymi środkami transportu (40 EUR tygodniowo).

Na plus – Tax Saver; jeśli Wasz pracodawca go oferuje, to możecie za stosunkowo rozsądną cenę kupić bilet miesięczny na wybrane środki transportu. Aczkolwiek należy pamiętać, że opłaca się on na ogół dopiero wtedy, kiedy jeździmy z przesiadką, albo mamy do pokonania bardzo daleką (drogą) trasę. Bez tego – płacz i płać.

Co jeszcze?

Następny minus – brak rozkładów jazdy autobusów, podczas gdy elektroniczna informacja o czasie pozostałym do przyjazdu autobusu jest dostępna tylko na przystankach w centrum i na „ważniejszych” przystankach na pozostałej części trasy. W pozostałych przypadkach mamy jedynie informację o tym jak często jeździ autobus, o której rusza z zajezdni oraz jakie są orientacyjne czasy przejazdu między kilkoma wybranymi przystankami. Absurd? Nie, witamy w Dublinie!

Na koniec dorzućmy jeszcze regularne strajki, które potrafią zamienić poranny dojazd do pracy w prawdziwy koszmar.

Źle, źle, źle…

Tak to mniej więcej wygląda. Czasami bywa nieźle (proszę wziąć poprawkę na to, że mieszkam koło linii autobusowej, która ma wydzielony buspas na prawie całej długości trasy!), ale za całokształt wystawiam w skali szkolnej „dostateczny na szynach” – da się jeździć, da się być na czas, ale ciężko udawać, że jest dobrze, skoro nie jest. Naprawdę trudno nie narzekać.

Na poprawę humoru, mój ulubiony mem związany z tematem:

Bus meme

Czytaj dalej


Autobusy – sprostowanie

Jeśli gdzieś po drodze zająknąłem się być może, że autobusy nie są tak złym środkiem transportu jak zwykło się uważać, to odszczekuję. Moje mylne wrażenie mogło wziąć się stąd, że korzystałem z nich w okresie “mid-term break”, czyli po naszemu “przerwy śródsemestralnej”, kiedy sporo ludzi wyjeżdża z miasta, a Ci którzy zostają i tak nie wożą swoich pociech do szkoły

Jeden dzień “zwykłego” tygodnia wystarczył mi, żeby zrozumieć dlaczego Dublin Bus cieszy się tak złą sławą (na wielu, jeśli nie na znakomitej większości tras). Szczęśliwie sam postawiłem dzisiaj na Luas i półgodzinny spacer, ale dochodząc do centrum (godz. 7:30) widziałem korki, które gwarantowały, że autobus nie przebije się przez nie szybciej niż w 30 – 45 minut (gdzie wcześniej było to nieco ponad 10 minut).

W drodze powrotnej (godz. 17:30) nadłożyłem nieco drogi, ale postanowiłem zobaczyć ile autobusów “mojej” linii wyprzedzę idąc pieszo. Naliczyłem dwa, a trzeci widziałem na horyzoncie, kiedy powoli wydostawał się z centrum. Biorąc pod uwagę, że ta linia kursuje co 20 minut, oznacza to w najlepszym razie 40 minut opóźnienia. Realnie, bo przecież korki nie rozpłynął się nagle w powietrzu kilometr za centrum, myślę że opóźnienie mogło sięgać nawet godziny, co przy całym kursie trwającym – zgodnie z rozkładem – godzinę, daje absurdalne dwie godziny powrotu do domu.

Dla porównania mi ta trasa zajęła 45 minut, z czego 20 minut przejechałem Luasem, a 25 przedreptałem na piechotę. Dodam tylko, że chodzę raczej dość szybko, więc “statystycznemu” człowiekowi zajęłoby to 50-55 minut.

Czytaj dalej


A tak brzmi język Irlandzki (Gaeilge)

Jeśli nie mieliście okazji usłyszeć jak brzmi język irlandzki (ten “oryginalnie” irlandzki, a nie irlandzki akcent języka angielskiego) i myślicie, że to coś podobnego do angielskiego, albo że chociaż słowa brzmią podobnie, to możecie się przekonać w jak wielkim błędzie jesteście, słuchając załączonego nagrania z “zapowiedziami” przystanków w LUASie. Przykłady w 0:05 i 0:25 – w obu przypadkach najpierw pada nazwa po angielsku (poprzedzona słowami “następny przystanek”), a zaraz potem TA SAMA nazwa po irlandzku (również poprzedzona “następnym przystankiem”, też po irlandzku). Tak, ja też byłem zaskoczony…

 

Czytaj dalej


Luas

Luas. Czyli szybki tramwaj. Bardzo fajny środek transportu – jeździ po wydzielonej trasie jak pociąg (tzn. ma także “przejazdy” dla siebie, na których ma priorytet – nie tak jak zwykłych skrzyżowaniach), przez co jest – na oko – dwa razy szybszy od Wrocławskich tramwajów. Do tego cichy, punktualny i jeździ co parę minut – nic dziwnego, że wybiera go bardzo wiele osób. Oczywiście są minusy – łatwo sobie wyobrazić co się dzieje, kiedy się zepsuje w godzinach szczytu ;-)

Czytaj dalej