Irlandzkie Drogi

W rozmowach z Irlandczykami często słyszę narzekania na stan Irlandzkich dróg, szczególnie tych krajowych – że wąskie, że zaniedbane, że jednopasmowe. Jako że pochodzę z Polski, której znakiem firmowym są fatalne drogi i wiecznie remontowane autostrady, byłem ciekaw ile Irlandzkiego biadolenia to tylko brak świadomości, że może być gorzej, a ile to uzasadnione narzekania.

Ile w tym prawdy?

Okazja to rzucenia okiem na Irlandzkie drogi nadarzyła się przy okazji niedawnego wyjazdu firmowego do Achill. Choć nie z perspektywy kierowcy, miałem jednak dobrą okazję, żeby przyjrzeć się temu, co powoduje niezadowolenie mieszkańców Zielonej Wyspy.

Konkrety

I jestem zaskoczony – jako przybysz z kraju, gdzie zadowolenie wywołuje kawałek równego asfaltu, muszę powiedzieć, że Irlandzkie drogi, na tyle na ile miałem okazję je obejrzeć – niespełna 5 godzin w jedną stronę po autostradzie (motorway), drodze “ekspresowej” / krajowej (national roads) i drogach lokalnych – sprawiają wrażenie całkiem przyjemnych.

Autostrady

Patrząc na mapę można odnieść wrażenie, ze cały kraj jest dość sensownie “spięty” autostradami, jednak w kierunku na Achill autostrada kończy się dość szybko i zamienia się w drogę krajową. Mimo to autostrada sprawia wrażenie porządnej – nieco jej brakuje do Niemieckich trzypasmówek, ale dużej różnicy w stosunku do Polskiej A4 nie zauważyłem. Jedyne, co rzuciło mi się w oczy, to brak barierek energochłonnych rozdzielających pasy na większości trasy – barierki pojawiały się niemal wyłącznie jako “osłona” podpór wiaduktu prowadzącego ponad autostradą. Na ich miejscu na ogół znajdowały się po prostu zwykłe krzaki i niewielki (kilkadziesięt centymetrów?) rów. Przyznam, że nie spotkałem się jeszcze z takim rozwiązaniem.

Drogi krajowe / ekspresowe

Irlandzkie drogi ekspresowe ładne, ale większość trasy to tylko jeden pas w każdą stronę. Same pasy na ogół bardzo szerokie (dwa mniejsze auta mieszczą się koło siebie dość swobodnie; jedno szersze i jedno wąskie też by dały radę), co jakiś czas pojawiają się pasy do wyprzedzania, bardzo dużo było też odcinków wyposażonych w pas awaryjny, który – co oczywiste – służył też jako miejsce, gdzie wolniejsze auto może się “zsunąć”, aby dać się wyprzedzić. To przydatne, szczególnie biorąc pod uwagę sporą ilość “podwójnych ciągłych”.

Drogi lokalne…

Drogi lokalne… Irlandzkie drogi lokalne po prostu są. Kilka ładniejszych fragmentów, ale były odcinki, gdzie można było zgubić podwozie, albo – w najlepszym wypadku – obiad.

A poza tym!

Ciekawostka jaką zauważyłem do duże fragmenty ulic pokryte żółtymi, nieco wypukłymi pasami (coś jak wysepka, ale można po tym jeździć). Ponieważ pojawiały się one na ogół po długich, względnie prostych odcinkach, najczęściej przed rondami, logika podpowiada mi, że to nawierzchnia “hamująca”, która ma za zadanie wspomóc tych, którzy się zagapią, albo “nie dostosują prędkości do warunków na drodze”. Czy tak jest w rzeczywistości? Nie wiem.

Podsumowując – Irlandczycy, czepiacie się! Irlandzkie drogi nie są takie złe – zapraszam do Polski ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *