Jak znaleźć pracę w IT w Irlandii

Dziś postanowiłem napisać parę słów o tym, jak możliwie zwiększyć swoje szanse znalezienia pracy w IT w Irlandii. To dość częste pytanie z którym się spotykam, istnieje też kilka mitów z nim związanych, dlatego zdecydowałem się poświęcić temu tematowi osobny wpis na blogu. Mam nadzieję, że wpis się przyda – szczególnie teraz, kiedy rynek IT w Irlandii (głównie w Dublinie) rośnie jak na drożdżach i pochłania praktycznie dowolne ilości specjalistów.

Wpis będzie dotyczył przede wszystkim osób, które mają już jakieś doświadczenie zawodowe (2-3 lata to minimum dla większości ofert), ale nawet osoby szukające pracy na stanowiskach „juniorskich” powinny znaleźć tu informacje dla siebie. Oczywiście skupiam się na szukaniu pracy z Polski, ale „miejscowi” też mogą skorzystać z porad dotyczących tego jak się dobrze zaprezentować przed pracodawcami.

A dla wytrwałych? Niespodzianka na końcu tekstu! ;-)

Mity dotyczące szukania pracy w IT w Irlandii

Na początek zajmę się mitami – wiele ludzi wierzy w nie, przez co zabiera się do szukania w bardzo zły sposób, marnując swój czas, a często pieniądze.

Mit Pierwszy: Pracy należy szukać „na miejscu”

Nie, nie i jeszcze raz nie. Szczerze odradzam i jeśli mimo wszystko chcesz przyjechać szukać pracy na miejscu – nie mów, że nie ostrzegałem.

Po pierwsze, firmy IT mają bardzo duże „parcie” na zatrudnianie specjalistów, przez co są one chętne, by zatrudniać pracowników zza granicy i nie oczekują, że mieszkasz 15 minut drogi od ich biura, żeby wpaść już jutro na rozmowę kwalifikacyjną. Co więcej, plusem rekrutacji w IT jest to, że umiejętności techniczne stosunkowo łatwo można zweryfikować „zdalnie”. Z tego powodu większość procesu rekrutacji może odbyć się zdalnie (np. zadanie programistyczne) oraz przez Skype (pierwszy screening, a potem kolejne rozmowy techniczne), a spotkanie twarzą w twarz może być końcowym etapem rekrutacji. Wiele firm zapłaci nam wtedy za część lub całość kosztów przelotu i pobytu, a nawet jeśli nie, to sami możemy zorganizować sobie kilka rozmów w ciągu 3-4 dni i upiec kilka pieczeni przy jednym ogniu. Cały taki proces rekrutacyjny może potrwać od dwóch tygodni do miesiąca (albo i dłużej), ale Wasza obecność na miejscu jest wymagana zazwyczaj tylko RAZ. Jeden raz, pół dnia – nie przez 3 tygodnie non-stop.

Po drugie Dublin jest drogi. Przyjazd tutaj to „spalanie” pieniędzy. My, mieszkając tu na stałe mamy ok. 70-75 EUR „stałych” kosztów dziennie (wynajem mieszkania, rachunki, jedzenie, transport etc.). Nie jestem na bieżąco z cenami hoteli, ale strzelam, że to co najmniej 50% więcej. AirBnB jest tańsze – w naszej okolicy trzeba liczyć ok. 45-70 EUR za dzień, ale generalnie da się znaleźć przyzwoity pokój w rozsądnej odległości od centrum za ok. 40-50 EUR za dzień. Do tego doliczcie co najmniej 20 EUR za dzień na jedzenie i transport (zakładam 2 bilety za 2.50 EUR i w wersji „dietetycznej” lunch na mieście za 9 EUR i śniadanie za 6 EUR we własnym zakresie). To, w zaokrągleniu, 400-500 EUR tygodniowo. Nie ma takiej rekrutacji w IT, która by się zakończyła w tydzień – mówimy o co najmniej 2 tygodniach siedzenia na miejscu, czyli o potencjalnie wyrzuconym w błoto 1000 EUR, czyli ~4200 PLN. Zauważcie, że zupełnie pominąłem tu koszt przelotu.

Prawda: pracy w IT szuka się w Irlandii zdalnie, kropka. Jeśli nie jesteście pewni swoich umiejętności, to siedzenie tutaj w niczym Wam nie pomoże. Jeśli jesteście dla potencjalnego pracodawcy potencjalnym wartościowym nabytkiem, to poza nielicznymi wyjątkami nie będzie miało dla niego znaczenia, czy przyjedziecie na rozmowę jutro, czy za półtora tygodnia – poczekają. Oczywiście nie dotyczy to kontraktów, gdzie czasem szuka się ludzi „na już”, ale to jest margines rynku – zwykle nawet kontraktorzy są zatrudniani z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Przyjazd planujcie „z głową”, a pieniądze oszczędźcie na przeprowadzkę – jeśli przyjedziecie tu na stałe, będziecie potrzebować co najmniej ok. 2-3 tys. EUR na start, wynajęcie mieszkania lub pokoju, przejazdy i życie do pierwszej wypłaty.

Mit – każdy moment jest dobry na szukanie pracy

Spotykam się czasami z ludźmi, którzy mają taki oto pomysł: „mam czas w wakacje, przyjadę i poszukam pracy”. Świetnie, ale prawdopodobnie marnujesz czas.

Nie jestem specjalistą od rynku pracy, ale znam go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że są w roku dwa martwe sezony: tuż przed wakacjami i na początku wakacji oraz grudzień, Święta i Nowy Rok. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że wakacje to leniwy okres, w biurze jest mało ludzi, brakuje „kompletu” osób wymaganych do przeprowadzenia procesu rekrutacji (HR, osoby techniczne, team leader etc.), a nawet jeśli taki komplet się znajdzie, to ma więcej roboty, bo zamiast np. 3 osób od HR jest tylko jedna, więc „przepustowość” rekrutacji drastycznie spada. Jeszcze gorszy jest grudzień – ta sama sytuacja, ale do tego dochodzą kończące się budżety roczne, często brak szczegółowych planów na zbliżający się rok i ogólny zastój procesów decyzyjnych.

OK, wiemy już kiedy pracy nie szukać. A kiedy szukać? Na logikę – tuż po okresach przestojów: na początku nowego roku (zwykle 2-3 tydzień stycznia, żeby firmy zdążyły się na nowo „rozpędzić” po leniwym grudniu) oraz pod koniec wakacji (koniec sierpnia, wrzesień). Do tego okres przed wakacjami (kwiecień / maj) też wydaje mi się nieco bardziej „żywy”.Reszta roku jest w moim odczuciu neutralna – oferty się pojawiają, ale nie ma ich zbyt wielu.

Aby nie być gołosłownym, patrzę teraz na mojego LinkedIn’a „od końca roku” i zliczam „sensowne” oferty: w grudniu dostałem ich 4, w listopadzie 3 (ale wtedy zaktualizowałem mój profil o nową pracę, więc rekruterzy wiedzieli, że nie mają po co pisać ;-) ), następnie od sierpnia do października dostawałem po 10-12 ofert miesięcznie. W czerwcu i lipcu dostałem odpowiednio 6 i 5 ofert, w maju 17 (!), w lutym, kwietniu i marcu po ok. 8-10, w lutym 12 i 14 w styczniu. Oczywiście mój przypadek nie może służyć za źródło jedynej prawdy o rynku pracy, ale pozwala zauważyć, że w ciągu roku są lepsze i gorsze okresy na szukanie pracy.

Prawda: Szukając pracy należy uważać na sezon wakacyjny i grudzień. Warto skupić się na szukaniu w pozostałych miesiącach roku, ze szczególnym naciskiem na styczeń oraz okres tuż przed sezonem wakacyjnym oraz tuż po.

Szukanie pracy – jak się pokazać?

Wiemy już jakich błędów nie popełniać, pora więc ustalić co zrobić, żeby zwiększyć swoje szanse.

Zakładam, że mamy ładne CV w postaci dokumentu PDF oraz założony profil na LinkedIn, który jest najważniejszym źródłem ofert pracy w IT w Irlandii (prócz bycia poleconym przez znajomego). Co jeszcze możemy zrobić, żeby wpaść rekruterom w oko? Najlepiej zacząć od poprawienia widoczności naszego profilu na LinkedIn. Oto kilka sugestii:

Jeśli jesteś programistą, tłumacz to  jako „Software Engineer”

Z mojego doświadczenia wynika, że to „Software Engineer”, a nie „Software Developer”, a już tym bardziej nie „Software Programmer” jest najpopularniejszym i „najlepszym” określeniem na zawód programisty w języku angielskim. Tak nazywa się to stanowisko w większości ofert, tego szukają rekruterzy. Jeśli uważasz, że to nie ma znaczenia, to pomyśl o polskim „programiście” i „informatyku”.

Popraw opis w nagłówku swojego profilu LinkedIn.

Opis w nagłówku, czyli tekst widoczny pod Twoim imieniem i nazwiskiem to pierwsza rzecz, która rzuca się rekruterowi w oczy i „sprzedaje” Twój profil. To także coś, co pozwala Cię łatwiej znaleźć. Użyj tego miejsca najlepiej jak potrafisz – nie pisz tam tylko o swoim obecnym stanowisku („Developer at XYZ”), ale napisz też coś o sobie, upychając w tej sekcji kilka istotnych słów kluczowych („Software Engineer at XYZ | Java, Scala, Python ninja | Big Data enthusiast”). Oczywiście nie należy przesadzać w drugą stronę, ale kilka słów kluczowych to dobry pomysł.

Ustaw w profilu LinkedIn znajomość języka „english” (a nie „angielski”)

Sporo osób przyzwyczajonych do szukania pracy w Polsce ma ustawiony język jako „angielski”. Oczywiście nie ułatwiamy w ten sposób znalezienia nas przez rekruterów, jeśli Ci oczekują znajomości języka „english”. Warto im pomóc.

Zmień podane w profilu LinkedIn miejsce pobytu na Irlandię

Tak, wiem, nie brzmi do końca uczciwie, skoro szukamy pracy z Polski, ale zależy nam na widoczności naszego profilu wśród Irlandzkich rekruterów i to jest sposób na osiągnięcie celu. Oczywiście należy im wyjaśnić naszą sytuację jak tylko się z nami skontaktują. Dla większości nie będzie to stanowiło większego problemu, skoro i tak jesteście nastawieni na wyjazd za granicę.

Dołącz do kilku grup „tematycznych” i do grup z ofertami pracy

Sporo rekturetów szuka kandydatów w takich grupach. Dołączenie zarówno do grup poświęconym konkretnym technologiom („Scala Enthusiasts”, „Java Users Group” itp.), jak i tym związanym z pracą ( „IT jobs in Dublin” itp.)

Oczywiście to tylko kilka „prostych trików” które polecam w celu zwiększenia „widoczności” naszego profilu na LinkedIn. Warto jednak przejrzeć całe swoje CV pod kątem treści, poprawności i wyglądu, posiłkując się przy tym artykułami na ten temat znalezionymi w internecie.

Czy warto szukać ofert na stronach takich jak Jobs.ie czy IrishJobs.ie? Na pewno nie zaszkodzi, ale LinkedIn to podstawa. Co więcej, LinkedIn jest świetnym „papierkiem lakmusowym” tego, jak wyglądają nasze szanse na pracę – jeśli rekruterzy sami do nas piszą, to jesteśmy na dobrej drodze. Jeśli nie piszą, to można pisać do nich samemu za pośrednictwem takich stron, ale warto mieć na uwadze to, że brak odzewu prawdopodobnie oznacza, że albo nasz profil zawodowy nie odpowiada temu, czego rekruterzy szukają, albo mamy za małe doświadczenie, więc wysyłając odpowiedzi na oferty znalezione w innych miejscach też wiele nie zdziałamy.

I pamiętaj – „świat IT” w Irlandii jest bardzo mały

To raczej porada na przyszłość: tutejszy „świat IT” jest mały. Ten w Dublinie jest jeszcze mniejszy. Co chwilę spotykasz ludzi, którzy znają Twoich kolegów z pracy, którzy pracowali z nim w poprzedniej pracy, albo znają się z uczelni. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że co najwyżej „dwa uściski” ręki dzielą Cię od pracownika dowolnej firmy z branży IT w Dublinie. Ten fakt ma bardzo istotne konsekwencje:

Konsekwencja dobra – jeśli jesteś dobry, to wszyscy szybko o tym wiedzą

Jeśli znasz się na swojej pracy, jesteś niezawodny, życzliwy, miło się z Tobą pracuje, to po paru latach w Irlandii znalezienie pracy sprowadzi się dla Ciebie do spotkania na kawie z rekruterem i ustalenia warunków. Ilość „poleceń” jakie dostaniesz od swoich byłych kolegów sprawi, że nie będzie potrzeby bawić się w formalności. Co ważne, nawet jeśli nie pracujesz tu od wielu lat, to i tak dwie trzy dobre referencje mogą ułatwić Ci szukanie pracy. Opinia innych osób o Tobie ma tu bardzo duże znaczenie i warto o nią dbać.

Konsekwencja zła – jeśli jesteś zły, to wszyscy o tym wiedzą… Jeszcze szybciej.

Jak możesz się domyślać, mały rynek działa w obie strony – jeśli jesteś kiepskim pracownikiem i nieżyczliwym kolegą, Twoje szanse na dobrą pracę maleją. Złe opinie rozchodzą się szybko i możesz być pewien, że będą brane pod uwagę przy rekrutacji, dlatego warto wyjaśniać sobie wszystko i rozstawać się z pracodawcami w dobrych relacjach nawet, jeśli nie byliśmy do końca zadowoleni ze współpracy z nimi.

Warto dodać, że nawet jeśli ktoś nie do końca sprawdzi się jako pracownik, to istnieje bardzo niewielka szansa, że ktoś będzie chciał wystawić mu negatywną opinię kiedy będzie szukał kolejnej pracy – zwykle w takich przypadkach mówi się, że pracownik był „w porządku”, ale że „nie do końca wpasował się w zespół”, albo „praca nie odpowiadała jego profilowi i zainteresowaniom”. Tutaj wychodzi Irlandzka (wyspiarska) „życzliwość” – nawet jeśli współpraca układała się nieidealnie, nikt raczej nie będzie Ci chciał długofalowo zaszkodzić z tego powodu; całą „moc” negatywnych referencji zostawia się na ludzi, którzy byli naprawdę złymi pracownikami – nie wywiązywali się z tego co do nich należało, byli konfliktowi, czy nieuczciwi. Wobec nich nikt raczej nie ma skrupułów i pracodawcy będą się wzajemnie chronić przed zatrudnianiem ludzi, którzy byli dla nich takim problemem.

FAQ lub CZP, czyli Często Zadawane Pytania

Pozostałe pytania, z którymi często się spotykam ciężko mi uporządkować, dlatego postanowiłem zebrać je w postaci pytań i odpowiedzi:

Nie mam pojęcia o zarobkach w Irlandii, jak negocjować?

Najpierw zapoznaj się z tym wpisem o zarobkach. Potem oszacuj swoje koszty życia korzystając z mojego raportu. Wiedz czego możesz oczekiwać i ile potrzebujesz aby żyć wygodnie i odłożyć tyle ile zakładasz (albo ile chcesz przepuścić miesięcznie na głupoty, jeśli nie zamierzasz odkładać ;-) ). A potem…

Poproś pracodawcę o przedstawienie Ci propozycji! Poważnie. Na początkowych etapach rozmów unikaj deklarowania ile chcesz zarobić – nie mieszkasz w Irlandii, masz prawo nie wiedzieć ile dokładnie oczekujesz. Masz swoje wyobrażenie, ale nie chcesz się deklarować – graj głupiego. Jeśli pracodawca chce Cię zatrudnić, to ma już wyobrażenie o tym, co chce Ci zaproponować. Jeśli to duża firma, to ta kwota zwykle nie podlega dużej negocjacji, więc nie ryzykuj, że powiesz mniej niż mógłbyś dostać. W przypadku mniejszych firm im bardziej pracodawcy zależy, tym większa szansa, że dostaniesz więcej niż mógłbyś sam zaproponować. Moja rada? Zaryzykuj.

Ja pracuję obecnie w drugiej firmie w Irlandii i jeszcze ani razu nie przedstawiałem swoich wymagań – najpierw, jak napisałem wyżej, „grałem głupiego” i poczekałem na propozycję (dostałem 10% więcej niż oczekiwałem), a za drugim razem zagrałem w otwarte karty, powiedziałem ile aktualnie zarabiam i poprosiłem rekrutera o to, żeby przedstawił ofertę, która wydaje mu się adekwatna. Ponieważ zależało mu na zatrudnieniu mnie, obiecał mi: „I’ll make you an offer you can’t deny” – słowa dotrzymał ;-)

Na co jeszcze, prócz doświadczenia zawodowego, zwracają uwagę pracodawcy?

Open Source. Ja swoją pracę jako programista Java (w Big Data) dostałem pracując jeszcze jako Pythonowiec. Co przekonało pracodawcę? Miałem na koncie kilka napisanych w Javie „patchy” do jednego z projektów Open Source – pracodawca przejrzał je sobie, ocenił co potrafię i miało to dla niego większe znaczenie niż to, że na co dzień, w mojej normalnej pracy, w Javie pisałem dwa razy w roku.

Alternatywa to własny projekt Open Source, nawet taki „zabawkowy”, byle ładnie napisany, otestowany itp. Coś, czym można się pochwalić. Na plus działają też wszystkie kursy (Coursera itp.), ale to dodatek – kod, kod i jeszcze raz kod. Jeśli widzę kod, to wiem co umiesz. Jeśli widzę certyfikat, to wiem tylko co być może umiesz, a co będę musiał dopiero zweryfikować.

Jak wygląda typowa rekrutacja przy szukaniu „zdalnym”?

Wszystko zależy od firmy, część z nich ma swoje bardzo „nietypowe” procedury rekrutacyjne, ale zwykle dla większości z nich schemat jest dość podobny. Pierwsza jest rozmowa (nietechniczna) na Skype z rekruterem – czasami to pół godziny, czasami godzina, rzadko nieco więcej. Zdarza się, że rekruter pyta o bardzo ogólne kwestie techniczne (potwierdza to co jest w CV, pyta o znane technologie itp.), ale nie należy się raczej spodziewać zagadek logicznych czy programistycznych. Drugi krok to na ogół zadanie programistyczne do zrobienia w domu – zwykle jakiś prosty projekt albo problem algorytmiczny. Na ogół powinien on zająć parę godzin, ale na jego odesłanie będziemy mieli kilka dni. Niektóre firmy pomijają ten krok, ale wydaje się on zyskiwać na popularności. Potem prawdopodobnie będzie miała miejsce co najmniej jedna (zwykle więcej: 2, może nawet 3) techniczna rozmowa na Skype – problemy do rozwiązania, algorytmy itp. Jeśli wszystko do tej pory poszło pomyślnie, tu następuje moment, kiedy będziemy musieli pofatygować się do Irlandii i spotkać się z kimś twarzą w twarz. Może to być miła pogawędka z kilkoma przyszłymi kolegami, ale może to też być kolejny zestaw rozmów technicznych – ciężko powiedzieć, to zależy od firmy. Jeśli wcześniejsze rozmowy poszły nam dobrze, to jest spora szansa, że potencjalny pracodawca wie już co umiemy i chce się tylko przekonać jak dobrze pasujemy do zespołu. Nawet jeśli pytania są techniczne, to bardziej mają one na celu zobaczenie jak będzie się z nami współpracować, jakimi będziemy kolegami itp. Po kilku dniach po tej rozmowie, jeśli wszystko poszło jak należy, powinniśmy dostać ofertę pracy, którą możemy zaakceptować lub odrzucić.

Dostaję masę ofert, ale po pierwszym kontakcie rekruterzy się więcej nie odzywają!

Po pierwsze: uważaj na „łowców CV” – nie wiem, czy mają oni płacone od CV wprowadzonego do systemu, czy może w tak dziwny sposób rozumieją ideę swoje pracy, ale jest grupa rekruterów, którzy polują na CV i reszta ma dla nich marginalne znaczenie.

Po drugie: sporo firm rekrutacyjnych nie szuka specjalistów, tylko skupia się na rekrutowaniu informatycznych „robotników” do mało ambitnych kontraktów. Jesteście dla nich tylko pozycją na liście – jeśli pasujecie do profilu konkretnej oferty, pod którą aktualnie rekrutują, to będą bardzo mili i „profesjonalni”. Jak tylko przestaniecie być potrzebni, zerwą kontakt… aż do czasu następnej oferty. Relacja z nimi jest czysto „biznesowa”, z tym że to Wy jesteście w tym biznesie towarem ;-)

Jak więc wybierać te wartościowe oferty?

Polecam skupiać się na ofertach, które są krótkie – jeśli lista wymagań dotyczących znanych technologii jest dłuższa niż 3-5 pozycji w różnych kategoriach i wszystkie one są wymagane, to zapala mi się czerwona lampka. Dobra oferta powinna skupiać się na kilku technologiach i powinna zostawiać pewną dowolność – np. „fajnie jeśli znasz MySQL’a, ale PostgreSQL też będzie w porządku; ostatecznie inna baza relacyjna też, jeśli jesteś biegły w SQL’u”.

Dobra oferta zawiera informację o firmie. Nie musi ona podawać jej nazwy (żebyście nie uderzyli bezpośrednio do tejże firmy), ale powinna informować o branży, co konkretnie firma robi, czy jest duża, do jakiego projektu rekrutuje itp. Im więcej informacji – tym lepiej. Oferta pt. „szukamy XYZ z takimi wymaganiami, zainteresowany?” od razu ląduje u mnie w koszu.

Dobra oferta powinna informować nie tylko o wymaganiach, ale także o tym co oferuje pracodawca. Brak tej informacji świadczy o stosunku pracodawcy do pracownika. Widełki płacowe to rzadkość, szczególnie jeśli firma szuka ludzi z różnym doświadczeniem, więc bym ich koniecznie nie oczekiwał, ale powinna chociaż wspominać takie kwestie jak benefity, czy „warunki / środowisko pracy”.

Oczywiście warto korzystać ze sprawdzonych firm rekrutujących – ja ze swojej strony mogę polecić szczególnie e-Frontiers, która to firma sprowadziła mnie do Irlandii. Bardzo, bardzo profesjonalne podejście do tego co robią i bardzo mili ludzie z „indywidualnym” podejściem do osób, które rekrutują. Jeśli będziecie mieli z nimi przypadkiem kontakt, szczególnie z Vincentem lub Johnem, to możecie wspomnieć tego bloga ;-)

Rekruter pyta mnie, kiedy mogę zacząć pracę, co powiedzieć?

Prawdę. Policz swój okres wypowiedzenia w Polsce, dodaj do tego trochę czasu na przeprowadzkę i szukanie mieszkania na miejscu (ciężko się ich szuka, kiedy już pracujesz i prosto z pracy jedziesz oglądać mieszkania). Polecam zarezerwować sobie na to od tygodnia do półtora. 2-3 dni na załatwienie ostatnich spraw w kraju (zakładam, że większość da się załatwić podczas okresu wypowiedzenia), a resztę na „ogarnięcie się” i szukanie mieszkania po przyjeździe. Nie należy rzecz jasna przesadzić w żadną stronę – zbyt długi okres potrzebny na przeprowadzkę może zniechęcić pracodawcę, a poza tym opóźni naszą pierwszą wypłatę i wydrenuje kieszeń z oszczędności. Zbyt mało czasu z kolei sprawi, że będzie nam dość ciężko przez parę pierwszych tygodni.

Ja zacząłem pracę 3 dni po przyjeździe i zdecydowanie było to zbyt wcześnie – szukanie mieszkania było dość kłopotliwe, a pierwsze dwa tygodnie wspominam jako ciągłą bieganinę. Wydaje mi się, że 2-3 dni więcej zrobiłyby mi dużą różnicę na plus.

To co z tą niespodzianką?

UWAGA! Poniższy akapit jest chwilowo nieaktualny – obecnie nie szukamy nowych pracowników!

Firma, dla której pracuję – Zalando – intensywnie poszukuje specjalistów! Planujemy zatrudnić nawet ok. 100 osób w Dublinie w 2016 roku. Przede wszystkim szukamy programistów (Software Engineer) – preferowana jest Scala, Java i Python, ale jeśli ktoś naprawdę dobrze zna się na rzeczy, ma doświadczenie i chce się przekwalifikować to aktualnie używany język ma drugorzędne znaczenie. Doświadczenie w Big Data to wielki plus, bo tym się zajmujemy, ale ponownie – nic obowiązkowego. Dla kandydatów z „górnej półki” jesteśmy elastyczni. Oczywiście w zamian oferujemy świetne warunki – od zespołu i biura zaczynając, przez organizację pracy i wyzwania zawodowe, na zarobkach  i benefitach kończąc. Z racji tego, że szukamy osób na wielu poziomach doświadczenia (3+ lat), nie mamy określonych widełek, ale zapewniam, że propozycje dla właściwych kandydatów mogą znacznie przekroczyć górne widełki podawane w raportach o zarobkach.

Szczegóły oferty znajdują się tutaj.

Jeśli jesteś zainteresowany/a ofertą, możesz zaaplikować bezpośrednio przez stronę, albo odezwać się do mnie przez formularz kontaktowy. Jeśli masz pytania – pytaj.

Oprócz programistów szukamy też Data Scientistów, Product Specialistów i People Lead (wybaczcie brak polskich nazw).

Szukacie pracy, ale rozważacie także Berlin, albo Helsinki? Tu znajdziecie więcej ofert.

Chcesz pracować dla Zalando, ale nie widzisz oferty dla siebie? Pochwal się co umiesz, a może znajdziemy coś specjalnie dla Ciebie.

Zapraszam!

Czytaj dalej


Kwota wolna od podatku w Irlandii

Pomyłka, niekompetencja czy manipulacja?

Od jakiegoś czasu (dokładniej – od czasu, kiedy sejm głosami PO i PSL odrzucił wniosek o podniesienie kwoty wolnej od podatku) w Polskich mediach pojawiają się informacje na temat wysokości kwoty wolnej od podatku w innych krajach i jak mają się one do tego, co oferuje Polska. Daje się odczuć, że mają one na celu pokazać, że kwota ta w Polsce nie jest aż taka niska, szczególnie na tle reszty Europy (mimo iż jest to kwota poniżej „minimum egzystencji”, co oznacza, że w praktyce państwo pobiera podatki od zarobków, które i tak nie wystarczają na przeżycie). Niestety, informacje tam prezentowane bardzo istotnie rozmijają się z prawdą, co zamierzam w tym wpisie udowodnić, a błędne dane – sprostować.

Jeśli nie interesują Cię wyliczenia, a jedynie sama kwota – przewiń na sam koniec tekstu. Ale naprawdę polecam poświęcić 5 minut na zrozumienie tego skąd podana kwota się wzięła.

Co nie jest prawdą?

Mógłbym wspomnieć, jak mizernie ta kwota wypada w porównaniu nawet z niektórymi krajami „trzeciego świata”, ale to nie blog o gospodarce światowej. Mógłbym skomentować urągające inteligencji oświadczenie PO dotyczące podjętej decyzji, ale to nie blog o polityce, ani tym bardziej o kabarecie. To blog o Irlandii, w związku z tym muszę „wyprostować” absurdalną informację o tym, jakoby kwota wolna od podatku w Irlandii wynosiła 1650 EUR. Choć nie należę do miłośników teorii spiskowych, to naprawdę ciężko jest mi wierzyć w „zbiorową niekompetencję” kilku portali / gazet jednocześnie, szczególnie, że niektóre z nich powołują się na współpracę z Narodowym Bankiem Polskim podczas tworzenia wspomnianych artykułów.

Ale po kolei – oto przykładowe artykuły:

  • Gazeta Wyborcza – na załączonej do artykułu mapie podana kwota to 1650 EUR.
  • Polskie Radio – „Ale są też kraje z niewysoką kwotę wolną od podatku, jak Irlandia i Holandia, gdzie wynosi ona niecałe 10 tys. zł.  I tak jest zatem kilka razy większa od naszej.”
  • TVN24Bis – „w Irlandii 6,9 tys. zł” (~1650 EUR – dop. moje)

Same „grube ryby” polskich mediów. A to pewnie nie wszystko.

Na czym polega błąd? Czy Tax Credit to nie 1650 EUR? Owszem, Tax Credit to 1650 EUR. Co wcale nie oznacza, że kwota wolna od podatku w Irlandii to 1650 EUR. Dlaczego?

Czym jest Tax Credit?

Przeczytajcie to uważnie, bo nie będę powtarzać:

Tax Credit to nie kwota wolna od podatku, tylko rodzaj ulgi podatkowej – to nie kwota, do której nie płaci się podatku, ale kwota, o którą należny podatek jest pomniejszany.

Podstawowy, Personal Tax Credit, to 1650 EUR. Co więcej, jeśli ktoś pracuje na „umowę o pracę”, to dostaje dodatkowe 1650 EUR Tax Credit, co daje razem 3300 EUR rocznie. Oznacza to, że przy 20% podatku dochodowym osoba ta musi zarobić ponad 16 500 EUR (~69 000 PLN), żeby 20% podatku od tej kwoty przekroczyło wspomniane 3300 EUR, co – w konsekwencji – oznacza wymóg zapłacenia podatku.

Prosty przykład: Zarobisz 16505 EUR? Podatek to 3301 EUR, ale od tej kwoty odlicza się właśnie Tax Credit wysokości 3300 EUR i płacisz 1 EUR podatku. Oznacza to, że to kwota 16500 EUR jest „kwotą wolną od podatku”. A 16500 EUR to – bardzo „pi razy oko” – 69000 PLN.

Na potwierdzenie – mój ulubiony kalkulator podatkowy potwierdza – dla kwoty 16 500 EUR (istotne wiersze: „Total Income” oraz „Net Tax”):

Tax Credit

I dla 16505 EUR:

Tax Credit

Jak widać w pierwszym przypadku (16 500 EUR) kwota podatku to 0 EUR. W przypadku drugim (16 505 EUR) podatek to 1 EUR.

Ile więc wynosi kwota wolna od podatku w Irlandii?

To właśnie wspomniane wyżej 16 500 EUR to kwota wolna od podatku w Irlandii, bo do tej wysokości zarobków nie płacimy podatku dochodowego. To tak proste. Dla porównania – kwota wolna od podatku w Polsce 3091 PLN, czyli – „pi razy drzwi” – 730 EUR.

Należy także pamiętać o możliwości wspólnego rozliczania się z partnerem i „przejęcie” jego Personal Tax Credit, co oznacza, że nasz Tax Credit wyniesie wtedy 4950 EUR, co przekłada się na 24 750 EUR, ale to już „inna bajka”.

Pomyłka, niekompetencja, czy manipulacja?

Czy autorzy powyższych artykułów naprawdę nie potrafili zadbać o tak prostą weryfikację swoich tekstów? Czy może tak bardzo chcieli pokazać, że kwota wolna od podatku w Polsce jest „wysoka” na tle innych państw Europejskich, że posunęli się do manipulacji licząc, że nikt nie zada sobie trudu, aby powiedzieć „sprawdzam!”? To niestety będą wiedzieć tylko oni sami, ale ja zamierzam konsekwentnie prostować tę nieprawdziwą informację. Tak więc, raz jeszcze, do znudzenia:

Kwota wolna od podatku w Irlandii to 16 500 EUR, czyli w przeliczeniu ~69 000 PLN. Dla porównania – kwota wolna od podatku w Polsce to jedynie 3091 PLN.

Czytaj dalej


Zarobki w branży IT w Irlandii

Odezwała się do mnie wczoraj czytelniczka bloga z pytaniem o zarobki w branży IT w Irlandii. Jak bardzo słusznie zauważyła, na blogu jest sporo informacji o kosztach życia, ale ani razu nie napisałem o zarobkach. Sam nie wiem czemu! Naprawiam więc ten błąd, ponieważ więcej osób może być zainteresowanych tym tematem.

Aktualizacja: Ten tekst został oryginalnie opublikowany w styczniu 2015, ale ze względu na swoją uniwersalną treść mam zamiar go „odświeżać” co roku, aktualizując umieszczone w nim linki, kwoty i wyliczenia.

Raporty o zarobkach

Otóż ciężko o lepsze źródło informacji o zarobkach w IT w Irlandii niż oficjalne raporty publikowane przez agencje rekrutacyjne. Moje dwa ulubione w chwili obecnej źródła to:

Morgan McKinley Salary Guide 2015

Sigmar Recruitment Salary Guide 2015

Dane są świeże i w moim odczuciu dokładne. Oczywiście nie mogę ręczyć za ich dokładność w odniesieniu do każdej z wymienionych technologii, ale dla takich języków jak Java i Python, dla szeroko rozumianego „Big Data” i stanowisk od zwykłego Developera, przez Tech Leada, aż do Architekta podane kwoty oddają to, co faktycznie można dostać w Dublinie. Zakładam więc, że reszta też nie jest wzięta z kosmosu*.

Zarobki w skrócie

I tak można zauważyć, że choć zarobki dla osób bez doświadczenia zaczynają się zaledwie od ok. 25-30 tys. EUR rocznie (to mniej niż średnia pensja w Irlandii!), to nawet szeregowi programiści z doświadczeniem większym niż 5 lat mogą – praktycznie niezależnie od technologii – liczyć w Dublinie na zarobki sięgające ok. 70-75 tys. EUR rocznie, a przy węższej specjalizacji można liczyć nawet na 80 tys. EUR rocznie, a bycie „tech leaderem” pozwala liczyć na dorzucenie do pensji kolejnych 5 tys. EUR rocznie. Wyżej znajdują się jeszcze widełki dla architektów oprogramowania / infrastruktury, których zarobki potrafią osiągać nawet 90-100 tys. EUR rocznie. Na szczycie piramidy znajdują się (co jest dość logiczne) CTO oraz „Head of Engineering” z zarobkami sięgającymi nawet 150-160 tys. EUR rocznie. Jak widać zarobki w branży w IT w Irlandii (szczególnie w Dublinie) do niskich nie należą.

Oczywiście należy dodać, że to zarobki dla „statystycznego” specjalisty IT – jeśli ktoś jest naprawdę dobry w tym co robi i może to udowodnić (udział w projektach Open Source bardzo w tym pomaga), to może liczyć na zarobki wyraźnie (o 10-20%) przekraczające podane widełki – np. zarobki czołowych programistów w największych korporacjach IT nierzadko sięgają 90-100 tys., a czasami i nawet 120 tys. EUR rocznie wliczajac w to bonusy.

Pensje netto

Oczywiście wszystko jest podane brutto rocznie, więc polecam zaprzyjaźnić się z:

Kalkulator zarobków Deloitte

Dla leniwych, szybkie przeliczenie kilku z tych kwot (założenie: bezdzietny singiel), z delikatnym zaokrągleniem do pełnych setek EUR dla czytelności:

  • 25 tys. EUR brutto rocznie to ok. 1800 EUR netto miesięcznie
  • 50 tys. EUR brutto rocznie to ok. 3000 EUR netto miesięcznie
  • 75 tys. EUR brutto rocznie to ok. 4000 EUR netto miesięcznie
  • 100 tys. EUR brutto rocznie to ok. 5000 EUR netto miesięcznie

Jak widać zarobki w IT są raczej adekwatne do kosztów życia. Gorzej, że branża technologiczna to jedna z niewielu branż, w której zarobki nadążają za galopującymi kosztami życia.

* z drobnym zastrzeżeniem, że raport od Morgan McKinley wydaje mi się nieco lepszy – ma na przykład nieco bardziej realną stawkę dla stanowiska Data Scientist

Czytaj dalej